Wyprawa trwała 39 dni, z czego 20 poszło na dojazd (11+9). W drodze powrotnej zamiast padać na pysk darłem jeszcze więcej i wyszło średnio 580km na dzień. Raczej nie przekraczając 110km/h oznacza to jazdę od rana do zmroku. Wszystkiego wyszło prawie 15 tys. km.
Motor spisał się niesamowicie. Nie działający czujnik sprzęgła był po prostu zabrudzony a więc w motocyklu nie zepsuło się dokładnie nic. Pękły stelaże pod kufry boczne i dwa tygodnie później Pastor mi je pospawał ale z taką przeróbką, że w tym miejscu na pewno więcej nie padną. Urwałem również mocowanie kufra centralnego bo przymocowałem nim drugi komplet opon ale nowe kosztuje u Louisa 50zł. I tyle! Nie spodziewałem się, że będzie tego tak mało. No i oczywiście normalne zyżycie eksploatacyjne. Jechałem na Michelinach Anakee i nie zdarłem ich do końca mimo przebiegu 17 tys. km. To doskonały wynik na takie miękkie gumy ale podobno prędkość maksymalna jest decydująca na zużycie i to by się potwierdzało. Zarżnąłem łańcuch i tu miałem trochę szczęścia bo po przyjeździe do Krakowa naciągnąłem go po raz ostatni i zakończyłem zakres regulacyjny... Naprawdę niewiele dalej bym na nim dojechał. Zdarłem kompletnie tylne klocki i błędem było nie zabranie rezerwowego kompletu bo tarczy się trochę oberwało. Olej w lagach się wypracował i częściej motocykl mi dobijał do końca. I to by było chyba tyle.
Ze zdrowiem nie było problemu poza zatruciami żołądkowymi, które dopadły prawie (?) wszystkich. Ja swoje wyleczyłem szybko probiotykiem Enterol 250 i do końca wyprawy łykałem to prewencyjnie. Więcej żaden problem mnie dopadł. Nie wiem czy to przypadek czy nie ale na następny raz na pewno wezmę ze sobą.
Przed wyjazdem wyobrażałem sobie, że po powrocie wstawię motor do garażu i będę miał spokój do wiosny. Błąd! Od powrotu zrobiłem już półtora tysiąca i ani trochę nie mam dość. Na forum przeczytałem, że w przyszłym roku sporo osób planuje wyjazd na Kaukaz. Ja tam zawsze chciałem pojechać...