|
10 podróżników na 7 motocyklach wybiera się na poddasze świata.
Blog > Komentarze do wpisu
okolice Yrhyz - zaraz za granicą rosyjską, 3.10
Rano uruchomienie zimnego motocykla na dziadowskim paliwie trudniejsze niż zwykle ale możliwe. Wyjeżdżam na pozostałe 130km ruiny drogowej. W międzyczasie załamuje się pogoda i robi się wietrznie i przeraźliwie zimno. W końcu dojeżdżam do nowego asfaltu i mogę mocno przyspieszyć aby marznąć jeszcze bardziej. Świetną drogą dojeżdżam do Aqtobe, objeżdżam je przez pokomunistyczne molochy przemysłowe i sunę do granicy z Rosją.
Przejście nowoczesne i puste wygląda obiecująco. Sytuacja znacznie się pogarsza gdy okazuje się, że niezbędnie potrzebuję wwozową deklarację celną, o której celnicy przy wjeździe do Kazachstanu twierdzili, że nie jest potrzebna. Mam sporo czasu aby pomyśleć o celnikach-nierobach na poprzednim przejściu i własnym lenistwie umysłowym bo nie nauczyłem się dokumentów z poprzedniej podróży przez Kazachstan tylko zdałem się na pomoc celników. Zapoznani Kazachowie porozmawiali w moim imieniu o łapówce a kwota okazała się bardzo nieprzyjemna. Czas wolny wykorzystałem tradycyjnie na uzupełnienie wpisów w dzienniku. A czasu było sporo bo umówiony celnik wcale się do mnie nie spieszył. Po tylu godzinach czekania w końcu pogranicznicy przejęli inicjatywę. Poznali sytuację, przyjęli wpłatę gotówkową bez pokwitowania i wysłali na przeszukanie motocykla pod kątem tradycyjnych towarów eksportowych Tadżykistanu. Pracownik bardzo miły i kompletnie pijany bo przecież dochodziła już północ. Zdjęcie kanapy było sporą operacją ze względu na złamany i zabezpieczony pasem stelaż oraz komplet opon i ułamany kufer przymocowane ekspanderem i pająkiem. Motocykl okazał się czysty i mogłem w końcu ruszyć naprzód. Jeszcze tylko wypuszczający pogranicznik kazachski nażebrał się o prezent ale nic nie dostał. Gdy stałem w krótkiej kolejce przed wjazdem na granicę rosyjską, przyszedł ten celnik kazachski, z którym pośrednicy umawiali łapówkę. Chyba był wypity ale po nim nie było to oczywiste. Zaczął od pretensji, że to jemu trzeba było zapłacić i zaprosił mnie z powrotem do Kazachstanu. Na myśl o dalszym zadawaniu się z celnikami bez żenady domagającymi się pieniędzy przy innych wykazałem się asertywnością. Dyskusja trwała długo ale w końcu złamałem się pod groźbą telefonu na stronę rosyjską i niewpuszczenia. Może to był blef ale przecież byłem wciąż na wschód od Uralu, może tam istnieje międzynarodówka łapówkarska? Zgodziłem się wrócić i potwierdzić, że dałem. Pogranicznik był bardzo rozczarowany moją współpracą z celnikami i nawet groził jakimś anulowaniem ale w końcu odpuścił bo chyba nie miał wyjścia. Rosyjska strona granicy poszła szybko, sprawnie i profesjonalnie. O 1 w nocy byłem w Rosji i rozbiłem namiot na łące, zaraz za przejściem granicznym. środa, 01 listopada 2006, zachary70
|
|